Mimo wielu wrażeń nocy poprzedniej już o 8:30 jechaliśmy w stronę portu. W strugach deszczu udało nam się dotrzeć na łódkę, którą opływaliśmy okoliczne wysepki. Nie mogliśmy oczywiście pominąć wyspy James Bond, która, jak łatwo się domyśleć, robiła za plan filmowy. Dalej przesiedliśmy się na kajaki, na których mogliśmy wpłynąć do licznych jaskiń i tuneli. Często skały były zaledwie pół metra od powierzchni wody, więc trzeba było się mocno nagimnastykować, by położyć się w kajaku i nie zachaczyć głową o sufit :P
Drugi dzień w Phuket spędziliśmy na zwiedzaniu starego miasta i muzeum. Zabytki jak zabytki, ale miejscowy targ robił niesamowite wrażenie ( czy pozytywne, ciężko powiedzieć). Na stanowiskach głównie przysmaki tutejszej kuchni- ryby,owoce morza, mięso, warzywa, owoce, przyprawy i inne niezidentyfikowane produkty, niektóre suszone, niektóre sproszkowane, inne jakby wciąż biegające... Zapach roztaczający się dookoła przyprawiał o mdłości nawet najbardziej wytrwałych. Miejsce nie do opisania!
Po południu niestety już opuszczamy wyspę by udać się do Bangkoku.
Złoty smok w Phuket
Wszędzie obecna i powszechnie czczona rodzina królewska.
WTF?! o.O
Jestem DJ'em :P
Wszyscy w pięknych kolorowych płaszczykach.
Oto i ona- wyspa James Bond
Jaskinia
Tu też korek...
Turysty :P
BHP - level Thailand
Fresh market
Antena?
Śliczności ^^
Kokosy!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz