Zdecydowanie najbardziej zabawnym punktem programu są lekcje chińskiego, kiedy wszyscy powtarzamy radośnie za lektorką swoją wersję dźwięku, który własnie wypowiedziała. Chyba nie idzie nam za dobrze sądząc po jej minie :P Jednak 4 tony nie wydają się być aż tak straszne!
W piątek, z racji braku zajęć, wycieczka Kam Shan Country Park, czyli bliskie spotkanie z małpkami :).
Jest to częściowo rezerwat,więc przyroda naprawdę przepiękna, szczególnie, że tak blisko olbrzymiego miasta! Po spacerze obiad w przypadkowo wybranej restauracji, tym razem malezyjskiej :)
Dzisiaj wyprawa do Chungking Mansions, czyli definicja globalizacji w kompleksie centrum handlowego i kilku budynków obok. Dla mieszkańców Hong Kongu, dzielnica typu trójkąt bermudzki we Wrocławiu w jeszcze trochę gorszym wydaniu. W rzeczywistości, obecnie nie jest tam jakoś szczególnie niebezpiecznie, jednak tłum ludzi ze wszystkich możliwych zakątków świata, tworzący jakby osobną rodzinę zamkniętą na świat z zewnątrz, może przyprawić o dreszcz, po prostu czuć, że się tam nie pasuje. Oprowadzał nas przesympatyczny pan z Ghany, ze słowotokiem, który wydawał się znać wszystkich w okolicy.
Dobra, może uda nam się nie zgubić!
Uliczne przysmaki :P
Mong Kok, czyli jeśli chcesz coś kupić i tego tu nie znajdziesz to pewnie to coś w ogóle nie istnieje :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz