Czasu za dużo nie mieliśmy, więc plan zwiedzania był bardzo intensywny. Oczywiście nie mogło się też obyć bez małego wypadu na zakupy. Tak więc od rana udaliśmy się na weekend market, oczywiście słynnym tuk tukiem :) Znaleźć tam można było dosłownie wszystko, plac Zielińskiego może się schować :P Niestety w międzyczasie musieliśmy trochę zmienić plany bo ulewny deszcz odstraszał od jakichkolwiek działań na świeżym powietrzu. Po której naradzie, lunch został przegłosowany.Hmm tajska kuchnia bywa bardzo pikantna... Ponieważ przestało padać ruszyliśmy w kierunku China Town. Jednak po drodze bardzo sympatyczny nauczyciel rysunku wywrócił nasz plan do góry nogami! Ale był na tyle przekonujący, że za jego radą popłynęliśmy na wycieczkę kanałami Bangkoku. Że zacytuje klasyka (CU :P ) plebejska rozrywka dla turystów z Europy, jednak dawała świetny obraz codziennego życia biedniejszej części mieszkańców miasta oraz piękne widoki na świątynie ulokowane tuż nad brzegiem. Rejs zakończyliśmy przy China Town. I znowu chińskie znaczki- od razu jak w domu :D. Po trudach całodniowego zwiedzania tajski masaż.To jest coś czego nie można przegapić!
Drugi dzień zwiedzania również spędzony bardzo intensywnie. Znowu kierowani radami uczynnego przechodnia, udaliśmy się na małą objazdówkę po okolicznych zabytkach, tuk-tukiem (za całe 30 bathów ~ 3zł xD) potem szybka wizyta w muzeum. Niestety wieczorne plany pokrzyżowała ulewa.
I jeszcze w ostatni dzień przed wylotem, jako najwytrwalsza turystka wyruszyłam na zwiedzanie Grand Palace.
Taki sobie deszczyk
Master chef
Muzeum
Pikantne owoce morza :P
Tuk-tuk <3
Przejście dla pieszych xD
My mamy pawie w Łazienkach...
Godziny szczytu w metrze
Z łódki
Papaj!! (tu pewnie je wodorosty zamiast szpinaku :P)
Wszędzie obecna rodzina królewska
Naprawiamy tuk-tuka
The Grand Palace
Miniatura Angkor Wat
W drodze powrotnej do Hong Kongu <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz