Jedną z pierwszych wycieczek w dalsze zakątki Hong Kongu była wyprawa na wyspę Lantau żeby zobaczyć Wielkiego Buddę! Wielki w tym wypadku to na prawdę nie jest przesada! Przeolbrzymia, postać z brązu dumnie siedzi sobie na wzniesieniu, ze stoickim spokojem rozglądając się po okolicy. Dość zaskakujący jest fakt, że nie jest to żaden zabytek, pomnik został ukończony w 1993 r. Zaraz obok, jak to na miejsce religijnego kultu przystało, świątynia Po Lin. Niestety w remoncie podczas naszej wizyty, więc udało nam się zwiedzić tylko fragment. Całość jest położona na wzgórzach porośniętych lasami, typowych dla Hong Kongu. Typowych? A co typowego może być w lasach i wzgórzach w światowym centrum biznesu, pełnym przeolbrzymich wieżowców. Tak, ja też byłam zaskoczona :P. Mimo olbrzymich problemów z brakiem mieszkań i ogólnie przestrzeni, jedynie 60% powierzchni Hong Kongu jest zabudowana. Resztę pokrywają strome, lecz nie wysokie wzgórza porośnięte lasami. Mnóstwo możliwości na wyprawy hikingowe (ale o tym później :D). Pół godziny od centrum komunikacją miejską i można zaznać zupełnej ciszy w jakimś parku, czy rezerwacie. Ale wracając do Buddy:
256 schodków! (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to mało jak na wycieczki w HK, o tym potem)
To też jest Hong Kong!
Ścieżka mądrości. Na tych palach podbno są bardzo mądre rzeczy, niestety nie udało nam się rozszyfrować jakie :P
Turystka :P
Drzewka :)
Za zdj podziękowania dla Becky jako, że moje zaginęły w ferworze walki :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz